Carpholic Team
STRONA GŁÓWNA
 

 

Carpholic Team

STRONA GŁÓWNA => WYPRAWY

czytano

2136

razy

ZAKOŃCZENIE SEZONU NA 6

 

Okiem the_Animala

Jechać nie jechać? Do końca nie byliśmy zdecydowani. Jednak pogoda zrobiła miłą niespodziankę. Zapowiadało się dobrych parę dni z ciepłymi nocami. Nie było się nad czym zastanawiać. Załatwiam w firmie urlop, dogaduję się z Czarnym i szybko rozważamy gdzie jechać. Pada wiele propozycji. Decydujemy się na jezioro, gdzie jeszcze nie wędkowaliśmy. Wybieramy z grubsza zatokę, w której chcieli byśmy usiąść i zaczynam załatwiać zezwolenia. Woda należy do Gospodarstwa rybackiego w Sławie więc tam się udałem po zezwolenie. Do zezwolenia na wędkowanie dostałem także zezwolenie na wjazd do lasu nad łowisko. Było to szczególne udogodnienie. 9 października wyjeżdżamy ze swoich domów i około 13 spotykamy się blisko jeziora. Dalej jedziemy już razem. Docieramy na miejsce i ze względu na to, iż zmrok zapada już szybko - stawiamy obozowisko i szykujemy się przed wieczorem do wywózki zestawów. Pakujemy się na ponton, zakładamy echo i płyniemy oglądać wodę. Cała lewa strona jak i kawałek przeciwległego brzegu to kapelony. Czarny wybiera sobie dwa miejsca ja jedno. W sumie liczymy na miły jesienny wypoczynek nad woda. Szykujemy na szybko zestawy, zanęty - każdy coś innego i na wodę. Do wieczora zdążyliśmy jeszcze nazbierać patyków na małe ognisko. Piwo w łapę i siedzimy... Pierwszy wieczór - niezwykle przyjemny przesiedzieliśmy ciesząc się niesamowita ciszą. W nocy spało się bardzo przyjemnie ponieważ jak i w pozostałe noce było ciepło. Następnego dnia w sumie nie działo się nic szczególnego. Odwiedziło nas paru wędkarzy ciekawych naszego obozowiska, oraz zarządca jeziora. Wieczorkiem przygotowaliśmy zanętę i na jedną miejscówkę zdecydowaliśmy się dodać kostki soli. Ot tak dla testu, kaprysu, ciekawości. Padło na mnie. Pokruszyłem troszkę moich kulek, dorzuciłem różnego peletu rybnego i do wody. Na haki moja róża i squid . Już mieliśmy się kłaść spać, ognisko dogasało oczy same się zamykały, gdy na mojej wędce zagrał sygnalizator. Szybkie zacięcie i... coś tam siedzi. Jednak około 150m żyłki nie pozwalało powiedzieć jak duże. Czarny chciał płynąć, ale rybka szła ładnie w moją stronę. Parę razy lądowała w zielsku - rosło takie tam po drodze - jednak leadcore i strzałówka swoje zrobiły. Rybka szła prawie idealnie po prostej więc parę minut i wylądowała w podbieraku. Szał! Karpik ok. 9-10 kg na oko. Po zwarzeniu i odjęciu wagi worka lekko ponad 10,5. Zrobiliśmy mu na szybko nocne zdjęcie i zwróciliśmy wolność. Wędka poszła z rzutu na rezerwową miejscówkę na środku zatoki. Rano pozmienialiśmy zestawy, troszkę pokruszonych kulek w łowisko i siedzimy. Na wodzie sporo się działo. Widać było ataki szczupaków lecz nie po to przyjechaliśmy. Nazbieraliśmy sobie drewna na ognisko. Wpadło nas odwiedzić parę osób. Zjedliśmy coś dobrego z rusztu. Dzień minął bardzo przyjemnie. A wieczór przy ognisku z piwem w łapie i nie tylko to już po prostu bajka - tak było ciepło i bezwietrznie.

Położyliśmy się spać, zamknąłem oczy a tu na Czarnego wędce branie. Wyskakujemy z namiotów - On zacina i po chwili ma na brzegu karasia srebrnego:/ takiego ponad kilo. W tym czasie u mnie na wędce sygnał raz piknął. Po chwili znów raz i po chwili znów raz. Podchodzę pod kij i widzę jak szpulka się bardzo powolutku obraca . Jak by rybka podniosła kulkę i zbierała z dna dalej. Więc zacięcie i siedzi. Hol znów po prostej. Parę parkingów w zielsku i po chwili ostatni parking w podbieraku. Karpik ok. 5 kg. O tej porze roku każdy cieszy. Zostawiliśmy go w worku by rano fotki zrobić i poszliśmy spać. Ranek zapowiadał się ładny więc szybko karpika na matę, parę fotek i do wody. Po czym zwinęliśmy zestawy by pozmieniać co nieco. Trochę zanęty i do wody. Tym razem założyłem dwie sztuczne kukurydze - nigdy nie łowiłem na same. Polałem trochę Goo kukurydzianego i dowody. Minęło pół godziny i strzał na te kukurydze. Następny ok. 5 kg. Szybko mata i następna wywózka, jednak do wieczora się nic już nie działo. Za to w nocy powtróka scenariusza. Na Czarnego wędce branie i na brzegu tym razem leszcz. Odruchowo spoglądam na swój kij i już widzę, że szpulka zaczyna się leniwie kręcić. Co chwilę małe, delikatne, niemrawe piknięcie. Zacinam i następny karpik - tym razem najmniejszy 3,6 kg. Przez cały następny dzień nic się nie działo aż do wieczora, gdzie praktycznie zaraz po wywiezieniu znów branie u mnie na lewym kiju, czego skutkiem był następny karpik mający niecałe 5 kg. Szybka wywózka, ponieważ jeszcze było szarawo i znów przyjemny wieczór przy ognisku. Rano kawa, wywózka. Trochę kulek pokruszonych na zestaw i branie po godzinie. Znów u mnie:/ Czarnego już nosi. Co jest nie tak, że u niego nic nie bierze. Postanawiamy, że jeden jego zestaw podwiozę pod swoje co czynię i kładę w odległości 2-3 m o moich kulek. Przed wieczorem jednak znów na mojej wędce siada nieduży karpik prawie pięciokilowy i znów na moją pływająca kulkę. To już była przesada. Przestawiamy Czarnego wędki całkowicie w moje miejsce bo aż samemu mi głupio. Ja się wywożę bardziej jeszcze w prawo. Do końca zasiadki nic się jednak już nie dzieje.


Za to w niedzielę przed wyjazdem po spakowaniu obozowiska udaliśmy się na grzyby. Podgrzybków był wysyp więc nazbieraliśmy - każdy po wiaderku. To był ostatni akcent karpiowych spotkań 2013. Jeszcze jakiś zlocik Teamu Zachód z grubyzwierz.pl w Łagowie i do końca roku już tylko spinning- druga wielka pasja po karpiach.

Z pozdrowieniami z nad wody - the_animal

 

STRONA GŁÓWNA => WYPRAWY

 

 

 

 

 

 

Menu prawe

POLECAMY

 

pajacyk_139x68.gif

 

 

 

carpholic

Wszelkie prawa zastrzeżone. © 2010-2018 Carpholic Team